piątek, 1 maja 2015

Czasami trzeba iść dalej, nawet jeśli boli zbyt bardzo. Nie wolno się poddawać, po prostu nie wolno. - Rozdział drugi.

Leżąc na łóżku, wpatrywałam się w zdjęcie, na którym jestem ja i moja rodzina. Ciekawa jestem, czy oni teraz tu są. Znaczy, wiem, że zawsze będą ze mną, że nigdy o nich nie zapomnę, ale... Czy oni teraz są tutaj tak... tan naprawdę.
Przekręcam głowę i zaczynam wpatrywać się w sufit. Liczę mijające sekundy. Chcę poznać już Kirę. Chcę się dowiedzieć, jaka jest. Chcę móc z kimś porozmawiać. Chcę po prostu nie być sama.
Bo teraz, po tym wszystkim, czuję się nieco osamotniona. Zabrano mi sporą część mojego serca, którą była moja rodzina. Cóż, czasami człowiekowi musi zostać odebrane coś, by mógł dostrzec to, czego nie dostrzegał wcześniej. Ja na razie nie ostrzegam nic, wykluczając ogromną pustkę, która zdaje się mnie pochłaniać coraz bardziej. Wydaje mi się, że nie dam rady, że w końcu tęsknota za bliskimi mnie zniszczy... Ale ja próbuję walczyć, nie mogę się poddać, bo ani mama, ani tata nie byliby z tego dumni. Nikt by nie był.
Ugh, Kimmy, znów o tym myślisz, chyba to już przerabiałyśmy. 
Tak tak, nie wolno mi się zamartwiać, wiem o tym.
Dziwicie się teraz odrobinkę i zadajecie sobie pytanie "czy ona słyszy głosy w swojej głowie? Co z nią nie tak?"
Już wyjaśniam. To nie są żadne głosy, a ja nie zwariowałam. Czasami karcę samą siebie, wyobrażając sobie, że robi to ktoś inny, czyli malutka osoba, gdzieś tam w środku mnie, która jest bardzo do mnie podobna, ale ma inny kolor oczu - to tak dla rozróżnienia, która jest która (i tak nikt z nas nie będzie musiał nas rozróżniać, bo ta druga niby-ja istnieje tylko w mojej głowie).
W pomieszczeniu rozlega się skrzypienie drzwi. Ktoś wchodzi do środka, na co szybko zrywam się na nogi. Opiekunka - ta sama, która odwiedziła mnie wcześniej - i wyższa ode mnie blondynka. To pewnie Kira.
Uśmiecham się delikatnie, zauważając iż dziewczyna ma na sobie koszulkę z logo zespołu, za którym nie przepadam. One Direction.
Zauważyła, że się na nią patrzę i niezgrabnie założyła ręce na piersi, próbując ukryć nadruk na koszulce.
- A więc to jest Kim - kobieta pokazuje na mnie, a ja w tym czasie wyciągam dłoń w kierunku nowej koleżanki. Jednak ona, nie ściska jej, patrzy na moją rękę, jak na coś, co miałoby ją zaraz skrzywdzić.
Cofam dłoń.
Opiekunka odchrząkuje głośno.
- Więc dziewczęta, poznajcie się bliżej, a ja już pójdę - posyła nam obu ciepły uśmiech (który jest wymuszony) i wychodzi. Oczy Kiry kierują się na moją twarz, przygląda mi się uważnie i powolnym krokiem podchodzi do swojego łóżka, kładąc na nim torbę i plecak.
Siadam na mojej pościeli i wbijam wzrok w podłogę, kompletnie nie wiedząc jak mam zacząć rozmowę.
Kiedy chcę się odezwać, ona mnie uprzedza.
- Jeśli masz zamiar prawić mi kazanie na temat tego, jak bardzo nie mam gustu muzycznego, to lepiej siedź cicho.
Jej głos jest dość niski, jak na dziewczynę w jej wieku. Nie ma w nim radości i brak... barw, kolorów. Jest smutny.
- Nie zamierzałam tego robić - mój głos drży, choć wcale miał nie drzeć.
Odchrząkuje.
Kira odwraca się w moją stronę i prycha.
- Jaasne... - przewraca oczami i wbija wzrok w moją koszulkę, na której widnieje logo jednego z metalowych zespołów, których słucham. - Metale i im podobni zawsze czepiają się ludzi, którzy słuchają tego, czego ja słucham. - patrzy mi w oczy, a ja dopiero teraz zauważam, jakiego koloru są jej oczy.
Zielone. Zielone oczy, w których tlą się iskierki niepewności i lęku. Kira udaje kogoś twardego, ale też się boi. Jak ja. Tyle ze ja, tego strachu nie ukrywam.
Obie milczymy.
Dziewczyna wzdycha ciężko.
- Serio nie zamierzasz się czepiać? - pyta z nadzieją w głosie, a ja energicznie kręcę głową w zaprzeczeniu. - Um... Okej, to-to super. - po raz pierwszy odkąd z nią przebywam, na jej twarzy pojawia się cień uśmiechu. - Ile masz lat?
- Piętnaście, nie skończone, za kilka dni mam urodziny - odpowiadam spokojnie, podciągając nogi na łóżko i siadając w siadzie skrzyżnym.
- Którego? - unosi brew.
- Trzydziestego pierwszego sierpnia. A ty ile masz lat?
Nie odpowiada przez krótszą chwilę, słyszę jej ciężki oddech.
- Szesnaście. W styczniu skończę siedemnaście.
Kiwam głową. Wyglądam przez okno, które znajduje się między naszymi łóżkami.
- Kim? - słyszę po chwili.
Kira wykręca nerwowo swoje palce u rąk, przełyka głośno ślinę.
- Słucham?
Przygryza wargę.
- Przepraszam, że ci to teraz mówię, praktycznie cię nie znając, ale pomyślałam... - urywa, by znów przygryźć wargę. - Że skoro obie jesteśmy w takim a nie innym miejscu, to mogę ci powiedzieć... - uśmiecha się nerwowo, aja wciąż słucham. Nie chcę jej przerywać. Niech mówi.
- Jestem tutaj, bo mój ojciec pije. Jest alkoholikiem i nie raz robił matce awantury. To przykre siedzieć i słuchać tego, jak ją wyzywa od szmat, od... - zamyka oczy. - Nie powtórzę tego, przepraszam. Któregoś dnia moja matka zniknęła z domu. I potem już nie wróciła. Przez miesiąc mieszkałam z ojcem alkoholikiem, póki nie wylądowałam w szpitalu. Nie pobił mnie, ani nic... Po prostu zawoził mnie do szkoły. Pijany, jak możesz się domyślić - wzdycha ciężko. - Ja naprawdę... głupio mi się tak zwierzać, może ty tego nie chcesz słuchać, ale musiałam. Przepraszam - jej dolna warga zaczyna drżeć, do oczy napływają łzy, które szybko ściera wierzchem nadgarstka.
Przygryzam wargę i wstaję. Wolnym krokiem podchodzę do niej i siadam na jej łóżku.
- Moi rodzice i rodzeństwo zginęli w wypadku - z mojego gardła wydobywa się cichy szept, na który Kira podnosi głowę, wlepiając załzawione oczy we mnie. - Miałam tamtego dnia jechać z nimi, ale zostałam w domu z powodu... "szlabanu". - uśmiecham się pod nosem. - Mieli wrócić późnym wieczorem, ale zamiast nich, w drzwiach zastałam policjantów, którzy zabrali mnie tu. Wyjaśniono mi wszystko. Przepłakałam dwa dni, nie spałam, nie chciałam jeść, ani rozmawiać z psychologiem. Czułam się, jakby zabrano mi wszystko. - przełykam głośno ślinę.
Milknę.
Kira chwyta moją dłoń, nie wiedząc do końca, czy robi dobrze, dotykając mnie. Po chwili ją puszcza.
Siedzimy w bezruchu długi czas i milczymy.
W moich oczach również są łzy, ale staram się nie dać im popłynąć po policzkach.
Kira wzdycha.
-Ty tak naprawdę... słuchasz tej cięższej muzyki?
Kiwam głową, unosząc kąciki ust w górę.
- A ty tak naprawdę słuchasz popu?
Uśmiecha się szeroko.
- No... Tak. Nie będzie ci przeszkadzać, jeśli będę ci puszczać tutaj taką muzykę? - unosi brew w górę, drapiąc się w tył głowy.
Szczerzę się .
- Jeśli tobie nie będzie przeszkadzać moja...
Odwzajemnia uśmiech.
- Okej. W takim razie, umowa stoi. - mówi z szerokim uśmiechem na ustach.

♪ ♪ ♪

Jeszcze tego samego dnia po obiedzie, szłam z Kirą korytarzem, którym miałyśmy wyjść na "ogródek". Rozmawiałyśmy na temat "najprzystojniejszych członków zespołów", których słuchałyśmy. Ja dowiedziałam się o istnieniu osób, których kompletnie nie znałam, a ona śmiała się, gdy opisywałam jej, jak wyglądają członkowie zespołów, których słucham ja. 
- Więc... twoją ogólną pasją jest muzyka? - pyta. 
Kiwam głową. 
- Zawsze marzyłam, żeby mieć swój zespół, ale to nie możliwe. Pewnie znajdę w przyszłości normalną pracę i jakoś to będzie - wzruszam ramionami. 
Kira mnie szturcha. 
- Ej, ja wierzę, że ci się uda. A jeśli tak, to chcę miejsca VIP na twój pierwszy koncert! - zaśmiała się.
- Okej, masz to już załatwione - patrzę na nią, również się śmiejąc. Nie patrzyłam przed siebie, więc nie mogłam zauważyć osoby, na którą właśnie wpadłam.
Zderzyłam się z kimś. Z kimś wysokim i umięśnionym. Podniosłam głowę w górę, przede mną stał chłopak, choć za pierwszym razem myślałam, że to dziewczyna. Serio, on ma dłuższe włosy ode mnie.
Uśmiecha się szeroko.
- Um... Przepraszam - szepczę cicho, speszona nieco tą sytuacją. Nienawidzę wpadać na chłopaków. Nienawidzę wpadać na kogokolwiek.
- Jest spoko - odpowiedział, a uśmiech nie schodził mu z twarzy. Marszczę brwi i cofnęłam się o krok. Czuję się niekomfortowo i mam ochotę uciekać stąd gdzie tylko się da. Patrzę na Kirę, a ona wzrusza ramionami.
- Możesz przestać się uśmiechać? - pytam spokojnie, a chłopak zaczyna się śmiać. Teraz jestem kompletnie zdezorientowana cała sytuacją.
- Chodźmy stąd - szepcze Kira i chwyta mnie za rękę, odciągając od niego.
Kiwam głową i ruszamy przed siebie, wtedy on znów się odzywa.
- Pogadamy później, Kim!
Odwracam wzrok od niego.
Skąd znał moje imię?

Późny wieczór. Leżę w łóżku, Kira pewnie już śpi. Ja nie mogę.
Ten chłopak... ja go znam. Widziałam go już wcześniej. Był przyjacielem mojego brata. Rozpoznał mnie, a ja jego nie.
Wzdycham głęboko i zamykam oczy.

Tej nocy śnią mi się rodzice i brat z siostrą. Płaczą. Żegnają się ze mną...



xxx xxx xxx

Więc... Roads Untraveled uważam za oficjalnie otwarty! :D 
Bo to w sumie dziś miał się pojawić prolog, ale prolog już macie... i pierwszy rozdział tez już macie... 
Więc daję wam drugi. :D Cieszę się bardzo, że ludziom podoba się mój zwiastun, do którego link macie z boku, w kartach. Jakby ktoś jeszcze nie widział, to zapraszam. :) 
I tak, wiem, że zawiesiłam blogi... Właściwie to zawiesiłam tylko RTN i BTH, a ten blog pisać zamierzam, bo... jest tu co pisać. :D 
Dobrze, nie przynudzam, zachęcam do zostawienia komentarzy i w ogóle. Anonimowo też można! 
No, to do następnego! ♥


niedziela, 5 kwietnia 2015

Zastanawiales sie moze kiedys dlaczego to co sie dzieje w naszym zyciu, jest przypisane akurat nam? - Rozdzial pierwszy.

Kiedy jesteś szczęśliwy, myślisz, że masz wszystko co człowiek może chcieć, prawda? No i po części przyznam ci rację. Bo bez szczęścia nie można... Nie można być szczęśliwym.
Zastanawiałeś się może, czym tak naprawdę jest TWOJE szczęście? Co powoduje, że się uśmiechasz, że... Po prostu masz chęć by istnieć, by żyć.
Ja dużo nad tym myślałam, okropnie dużo.
Och, przepraszam. Zapomniałabym. Mam na imię Kim, mam piętnaście lat i mam wielką wyobraźnię, ogromną ilość marzeń, dziwny tok myślenia i dość nietypowy styl. Co mogę jeszcze powiedzieć o sobie, abyście się do mnie bardziej przekonali i bliżej poznali? Cóż. Muzyka jest moim życiem, nie rozstaję się ze swoimi słuchawkami i telefonem prawie w ogóle. Nawet do łazienki z nimi chodzę (tak, to trochę dziwne). Nie wierzę w wielkie miłości i nie wymagam księcia na białym rumaku bla bla bla. Właściwie to zależy mi bardziej na takiej prawdziwej przyjaźni, w której otrzymam wsparcie... i takie inne.
Ym... Nie lubię się nie przedstawiać, nie lubię jak ktoś mało o mnie wie i mnie od razu ocenia... Więc tak... Właściwie to nie wiem od czego zacząć, bo... um. To jest i będzie moja historia, którą spiszę i będę spisywać. Chciałabym zacząć od wydarzenia, które wywróciło moje życie do góry nogami.
Konkretniej - od śmierci mojej rodziny. Tak, rodziny. Mamy, taty, rodzeństwa. W sumie jestem sama... Co prawda, mam dziadków, ale ci mieszkają w domu starców i nie bardzo na rękę jest im przygarnięcie mnie. Więc jestem tutaj, w domu dziecka.
Mieszkam tu od kilkunastu godzin. Miałam kilka rozmów z psychologiem i jeszcze jakimiś ludźmi, których tak naprawdę gówno obchodzi co czuję, oni tylko wykonują swoją pracę. Jak wszyscy tutaj. Nasi opiekunowie i inni. Oni nie są tu bo nas kochają, tylko wykonują swoją pracę. A mnie i tak tu nie będzie. Jeszcze trzy lata i się stąd ulotnię.
Kim będę? Jeszcze nie wiem. Może artystą, może muzykiem. Nie wiem. Ale nie o tym. Miałam mówić o śmierci rodziny.
Ludzie myślą, że to takie ciężkie rozmawianie o tym, ze to sprawia ogromny ból i tak dalej. No bo fakt, sprawia, ale... Mnie uczono, że nie ważne jak byłoby źle, szukaj dobrych stron.
Co dobrego mogę znaleźć w... tak ogromnej tragedii? Chociażby to, że żyję. Czyli... no żyję i najwyraźniej żyć muszę.  Moja rodzina pojechała sobie na wycieczkę, a ja jako jedyna zostałam w domu (nawet nie chciałam jechać, to miała być kara). No i nie zginęłam w tym pieprzonym wypadku.
Stało się, cóż. Muszę żyć dalej. Sama czy nie. Prawda, boli mnie wiele rzeczy, bo nie będzie już tak jak było...
Owszem, pojawiają się u mnie myśli typu "też mogłam zginąć", "dlaczego nie było mnie tam z nimi", ale próbuję to sobie tłumaczyć w ten sposób, że... Tak miało być i ja z tym nic nie zrobię.
No i to na tyle, jeśli chodzi o to złe.
I nie, nie okaleczam się.
Nie, nie mam w tej chwili myśli samobójczych.
Nie, nie chcę pogrążyć się w rozpaczy i użalać się nad wszystkim i wszystkimi a potem popaść w coś zwanego depresją i...
... zabić się.
Nie chcę tak skończyć. Nie po to mam tyle marzeń.
Moimi marzeniami są... koncerty.
Tak, chcę jeździć na koncerty.
I podróże!
I setki miliony innych rzeczy.

Z zamyślenia wyrywa mnie pukanie do drzwi. Gwałtownie wstaję z łóżka i idę w ich kierunku. Um, znów gadałam do samej siebie, znaczy... myślałam. Boże, Kim. Przecież tu nie ma ludzi a ty wydajesz się mieć wrażenie, że jest ich tu tłumy i do nich przemawiasz. Jakbyś była kimś superważnym, a nie jesteś.
Do pomieszczenia wchodzi kobieta, jedna z opiekunów.
- Wygląda na to, że nie będziesz tu sama, Kim - uśmiecha się ciepło. Ją jako jedyną lubię, jej uśmiechy wydaja się być szczerze (choć dobrze wiemy, że nie są, Naprawdę jest bardzo zmęczona ciągłą pracą i chciałaby w końcu odpocząć).
- Um... - splatam ramiona na piersi. - To znaczy? - unoszę brwi.
- Będziesz mieć współlokatorkę - jej uśmiech się poszerza, a ja zaczynam czuć się dziwnie.
- Kiedy?
- Najprawdopodobniej jeszcze dziś.
Kiwam głową.
- Spoko - mówię najzwyczajniej w świecie i odwracam się w stronę łóżka. - A... jak ma na imię?
- Kira. Dogadacie się - uśmiecha się ostatni raz i opuszcza pokój.
Będę mieć współlokatorkę. Powinno być ciekawie. Mam tylko nadzieję, że nie będzie to jakaś psychofanka jakiegoś ślicznego artysty i nie będzie ciągle do niego wzdychać. Bo tego nie wytrzymam.
Kładę się z powrotem na łóżku i zamykam oczy.

Jestem Kim i... pomimo swojego wieku, pragnę zmienić ten świat w jakiś sposób zanim odejdę. A do tego, mam nadzieję, zostało mi jeszcze wiele czasu...



xxx xxx xxx

Nie jest to superświetne ale... Starałam się. I mam nadzieję, że teraz nikt nie oceni opowiadania z góry i nie napisze "że jest przewidywalne itd. Nie wiecie co chcę tu pokazać, więc nie piszcie takich rzeczy. Dajcie mi się rozkręcić, proszę. 
I zostawcie po sobie komentarz. 
Dzięki!


poniedziałek, 23 lutego 2015

17 Sierpnia, czyli dzien w którym moje zycie zostało wywrócone do góry nogami - Prolog.

17 Sierpnia 2015

Em... Cześć. Mam na imię Kim, mam piętnaście lat i... Z resztą, po prostu to przeczytajcie. 

Myślą, że nic mi nie mówiąc, będę spokojniejsza. Myślą, że udając, ze nic się nie dzieje, nie domyślę się. Są w błędzie. Ja wiem, dlaczego tu jestem, co się stało. I wiem, że to straszne.
Oni myślą, że to będzie dla mnie zbyt wielki cios, więc milczą. W okół mnie biega wiele ludzi, co chwilę pytają, czy czegoś nie chcę, czy czegoś nie potrzebuję. Tak, potrzebuję jednej, małej rzeczy. Mianowicie: Ś W I Ę T E G O  S P O K O J U. 
Ludzie, ja właśnie tego teraz potrzebuję okej? Potrzebuję odetchnąć, pomyśleć... Wypłakać się. Znieść to wszystko sama, a dopiero potem mnie pocieszajcie. 
Boże, co za idioci. 
dajcie mi spokój dajcie mi spokój dajcie mi spokój dajcie mi spokój dajcie mi spokój 
- Jest tu ktoś, kto chciałby z tobą porozmawiać - odwracam głowę w stronę drzwi, zza których wystaje tylko głowa cholernie irytującego  mężczyzny, za którego sprawą tu jestem.

Dlaczego tu jestem?

Nie mogli mnie zostawić? 

Nie mogli mi dziś odpuścić?

- Nie będę z nikim dziś rozmawiać, dziękuję - uśmiecham się sarkastycznie do Niskiego (postanowiłam go tak nazywać, bo jest niski, strasznie niski) i włożyłam słuchawki w uszy, włączając muzykę i ustawiając głośność na max. Idiota, jeśli myśli, że jestem kolejną słabą osobą, która po tym wszystkim popełni samobójstwo, lub pogrąży się w smutku i rozpaczy i zacznie codziennie zostawiać krwawe ślady żyletką na swoim ciele, to się myli. Nie zamierzam w tej chwili się ciąć, ani spić do nieprzytomności, ani ćpać! Chcę tylko się przejść i pomyśleć. Chcę pobyć sama.

Cóż, to jest wstęp, którym chcę wam przedstawić początek mojej historii, której ja nie znam zakończenia. Nie jest szczególnie tajemniczy, nie chcę się ukrywać. Chcę by mnie poznano, by mnie doceniono, zrozumiano.
Dziś, dziś jak się domyślacie, zdarzyło się coś, co miejsca mieć nie powinno. To był i wciąż jest, dla mnie szok.
Niektórzy z was być może się domyślają, o co chodzi.
Jeśli nie, to to wyjaśnię, tylko nie teraz. Teraz potrzebuję czasu. Nie wiem co będzie dalej, nie wiem jak potoczy się to wszystko.
Wiem tylko jedno.
Okropnie się boję.